Są pożegnania, których nie da się zamknąć w jednym zdaniu. Można wymienić sezony, mecze, bramki, występy, ale to nadal nie odda wszystkiego. Bo zawodniczka w klubie to nie tylko numer na koszulce i nazwisko w protokole.
To codzienność. Treningi, wyjazdy, rozmowy w szatni, trudne momenty, wspólne zwycięstwa i porażki. To obecność, do której z czasem wszyscy się przyzwyczajają.
Podczas Gali Żorskiego Handballu „Złote MTS-Y” przyszedł moment, by powiedzieć dziękujemy dwóm zawodniczkom, które kończą swoją grę w barwach MTS Żory: Wiktorii Oparze i Marcie Wołczyk.
Wiktoria Opara. Rzut, który kibice zapamiętali szybko
Wiktoria Opara trafiła do MTS Żory w sezonie 2023/2024 po ukończeniu SMS-u w Płocku. Nie potrzebowała dużo czasu, żeby zwrócić na siebie uwagę kibiców.
Było w jej grze coś bardzo charakterystycznego. Mocny rzut z drugiej linii, często posyłany prosto pod poprzeczkę, miał w sobie odwagę i bezpośredniość. Takie zagrania zostają w pamięci, bo nie są tylko technicznym elementem gry. One potrafią zmienić rytm meczu, podnieść halę i dać drużynie impuls.

Wiktoria przyszła do Żor jako młoda zawodniczka po szkole sportowej, a odchodzi jako ktoś, kto zostawił po sobie wyraźny ślad. Kibice zapamiętają jej siłę rzutu, energię i momenty, w których brała odpowiedzialność, kiedy trzeba było spróbować czegoś więcej.
Marta Wołczyk. Numer, który zostaje w naszej historii
Przy Marcie Wołczyk słowo „pożegnanie” brzmi szczególnie mocno.
Rodowita żorzanka. Wychowanka klubu. Zawodniczka, która jako seniorka reprezentowała MTS Żory od 2016 roku, z roczną przerwą (2018/2019) na grę w zespole MKS Dwójka Łomża. Jedna z tych postaci, które przez lata stają się częścią klubowego krajobrazu tak naturalnie, że trudno wyobrazić sobie drużynę bez nich.
Poza boiskiem wrażliwa. Na parkiecie twarda, konkretna i gotowa do walki. W ostatnich sezonach jej gra w obronie była jednym z pewnych punktów zespołu. Nie zawsze najbardziej efektowna dla kogoś, kto patrzy tylko na liczbę bramek, ale doskonale widoczna dla tych, którzy rozumieją, ile w piłce ręcznej znaczy kontakt, ustawienie, blok, przepchnięta akcja i dobrze wypracowana pozycja.
Jako obrotowa Marta dawała drużynie bardzo dużo. Zdobywała ważne bramki, ale równie często robiła coś, co w statystykach bywa mniej widoczne: wywalczała rzuty karne, które później jej koleżanki zamieniały na kolejne trafienia. To była praca w środku boiska, często niewygodna, fizyczna i wymagająca charakteru.
W przypadku Marty ta historia od zawsze wychodziła poza samo boisko. Ci, którzy byli bliżej klubu, dobrze wiedzą, że piłka ręczna i MTS Żory nie kończyły się dla niej wraz z ostatnim gwizdkiem. Były też długie rozmowy o przyszłości, o drużynie, o tym, co można zrobić lepiej i dokąd ten klub powinien zmierzać.
Kilka takich wieczorów spędzonych na werandzie jej rodzinnego domu (Marta Ty wiesz), przy rozmowach o żorskim szczypiorniaku, zostanie w pamięci tych, którzy mieli okazję w nich uczestniczyć. Marta mówiła o MTS-ie nie jak o miejscu pracy czy kolejnym klubie w sportowej drodze. Mówiła o nim jak o czymś swoim.
Bo sukces tego klubu naprawdę leżał jej na sercu.
Za każdą długą sportową drogą stoją ludzie, którzy są przy niej niezależnie od wyniku. W przypadku Marty szczególne miejsce zajmują mama oraz ukochany dziadek, jej najwierniejszy kibic, obecny przy niej przez lata i niemal zawsze tam, gdzie grała. To właśnie takie wsparcie buduje zawodniczkę nie tylko na boisku, ale też poza nim.
Właśnie dlatego podczas Gali klub ogłosił decyzję wyjątkową.
To nie jest zwykły gest. To znak, że pewne historie zostają w klubie na dłużej niż jeden sezon.
Podziękowanie, które miało swój ciężar
Na scenie obie zawodniczki zostały uhonorowane przez prezesa klubu Piotra Piotrowicza. Otrzymały pamiątkowe antyramy ze swoją podobizną oraz podziękowaniem za lata gry w zespole.
Marta Wołczyk odebrała dodatkowo pamiątkową koszulkę ze złotymi zdobieniami, przygotowaną jako wyraz wdzięczności za wszystkie lata poświęcone MTS Żory.
Takie momenty zawsze mają w sobie coś cichego. Nawet jeśli dzieją się na scenie, przy światłach i oklaskach, ich sens jest bardzo osobisty. Bo każdy w klubie wie, ile pracy, zdrowia i emocji zostaje za kulisami sportowej drogi.
Dwie historie, jeden wspólny ślad
Wiktoria i Marta to dwie różne historie. Jedna krótsza, mocna, dynamiczna. Druga długa, bardzo żorska, wpisana w klub od lat.
Ale obie zostają częścią tego samego sezonu i tej samej opowieści. O drużynie, która walczyła o najwyższe cele. O klubie, który potrafi doceniać ludzi. O społeczności, która pamięta nie tylko wynik, ale też drogę.
Wiktoria, Marta — dziękujemy.
Za bramki.
Za walkę.
Za charakter.
Za wszystko, co zostaje w MTS Żory po ostatnim gwizdku.
#wdrodzeposukces
#MiastoOgnia