Fair czy play? Kulisy decyzji, która powinna zapaść przy stole, a rozstrzygnęła się na boisku
Kulisy próby przełożenia meczu z ENEA Piłka Ręczna Poznań.
Siedem chorych zawodniczek, rozmowy prowadzone do późnych godzin, ustalone terminy, presja formalna i ostatecznie sportowa odpowiedź na boisku.
O kulisach próby przełożenia meczu z ENEA Piłka Ręczna Poznań rozmawiamy z Prezesem MTS Żory, Piotrem Piotrowiczem.
ŁW: Panie Prezesie, kiedy rozpoczęła się cała sytuacja związana z próbą przełożenia meczu z ENEA Piłka Ręczna Poznań?
PP: We wtorek, 10 lutego, o godzinie 19:18 zadzwoniła do mnie trenerka naszego zespołu Pani Anna Niewiadomska z informacją, że kolejna zawodniczka jest chora. To oznaczało już siedem dziewczyn z grypą. W tamtym momencie mieliśmy do dyspozycji sześć zawodniczek w polu i dwie bramkarki. W tej sytuacji nie byliśmy w stanie w sposób odpowiedzialny przygotować się do meczu zaplanowanego na niedzielę 15 lutego przeciwko ENEA Piłka Ręczna Poznań.
Nie była to kwestia wygody. To była kwestia zdrowia zawodniczek i realnej oceny sytuacji.
ŁW: Jak Pan zareagował?
PP: Natychmiast zadzwoniłem do trenerki ENEA Piłka Ręczna Poznań. Poinformowałem o sytuacji zdrowotnej naszego zespołu i poprosiłem o przełożenie meczu. Od początku słyszałem, że będzie z tym problem – że nie ma wolnych terminów, że Oni w Klubie również mają dwie chore zawodniczki.
Mimo to w trakcie rozmowy ustaliliśmy dwa potencjalne terminy: 27 lutego albo 3 kwietnia. Trenerka ENEA Piłka Ręczna Poznań poinformowała, że następnego dnia rano oddzwoni po sprawdzeniu dostępności hali.
Jednocześnie usłyszałem, że powinienem posiadać zaświadczenia lekarskie zawodniczek, aby była „podstawa” do przełożenia meczu. Chcę jasno powiedzieć – nie ma obowiązujących przepisów, które nakazują przedstawianie dokumentacji medycznej w takiej sytuacji. Standardowa praktyka jest taka, że kluby się porozumiewają, a następnie organizator meczu powiadamia ZPRP o wyrażeniu zgody na przełożenie meczu. Mimo to rozpoczęliśmy kompletowanie dokumentów, aby rozwiać wszelkie wątpliwości.
ŁW: Jak wyglądała rozmowa następnego dnia rano?
PP: Rano rozmawialiśmy z Trenerką ENEA Piłka Ręczna Poznań od 10:28 do 12:20 pięć razy. W trakcie tych rozmów otrzymałem informację, że z dwóch terminów możliwy jest tylko jeden – 27 lutego o godzinie 20:00, ponieważ hala ENEA Piłka Ręczna Poznań jest wtedy dostępna. Odpowiedziałem, że się dostosujemy. Od początku podkreślałem, że to my prosimy o przełożenie meczu, więc zaakceptujemy każdy wskazany termin.
Pojawił się też temat naszego meczu z Legnicą w ten sam weekend. Wyjaśniłem, że jestem tego świadomy i że już skontaktowałem się z klubem z Legnicy z prośbą o ewentualną zmianę daty. Klub z Legnicy wykazał zrozumienie i wyraził zgodę na przełożenie spotkania.
ŁW: Czy były naciski dotyczące formalności?
PP: Tak. Usłyszałem, że należy już wysłać pismo do klubu, ponieważ ENEA Piłka Ręczna Poznań musi wytłumaczyć się przed sponsorami. Wyjaśniłem, że pismo jest przygotowane i czekam na spłynięcie zaświadczeń lekarskich. Zawodniczki dowiedziały się o konieczności ich dostarczenia poprzedniego wieczoru, więc potrzebny był czas na uzyskanie dokumentów.
Usłyszałem, że skoro dzwonię w tej sprawie, to powinienem już mieć komplet zaświadczeń. Było to dla mnie niezrozumiałe.
Aby nie pozostawiać wątpliwości, skontaktowałem się bezpośrednio z ZPRP. Otrzymałem jednoznaczną informację, że najpierw kluby muszą dojść do porozumienia, a dopiero potem informują Związek.
ŁW: Co wydarzyło się później?
PP: O godzinie 12:42 zadzwoniła do mnie Prezes ENEA Piłka Ręczna Poznań. W rozmowie ponownie pojawiły się argumenty dotyczące sponsorów, promocji meczu, zaplanowanych działań marketingowych oraz zaproszonych gości. Odpowiedziałem, że rozumiem wagę tych kwestii, jednak siedem chorych zawodniczek to fakt, na który nie mamy wpływu.
Po zakończeniu rozmowy wysłałem oficjalne pismo do ENEA Piłka Ręczna Poznań, z powiadomieniem Komisarza Ligi Centralnej Kobiet, z prośbą o przełożenie meczu. Dołączyłem pięć zaświadczeń lekarskich w formie elektronicznej oraz poinformowałem, że dwa kolejne zostaną dosłane następnego dnia do godziny 12:00.
ŁW: Dlaczego jeszcze tego samego dnia opublikował Pan komunikat o zmianie terminu?
PP: Nasz Klub ma prężnie działający Klub Kibica. Kibice jeżdżą z drużyną na wszystkie mecze naszego zespołu. Kibice kupują bilety, organizują transport, często biorą urlopy w pracy. Zależało mi, aby jak najszybciej przekazać im informację organizacyjną.
Opierałem się na ustaleniach rozmów, w których termin 27 lutego o godzinie 20:00 był kilkukrotnie wskazywany przez ENEA Piłka Ręczna Poznań jako możliwy i dostępny. Dyskusja dotyczyła formalności, nie samej daty.
ŁW: Co wydarzyło się 12 lutego rano?
PP: To było dla mnie duże zaskoczenie. ENEA Piłka Ręczna Poznań opublikowała informację, że mecz odbędzie się w pierwotnym terminie. Otrzymaliśmy również maila, w którym wskazano, że poza jednym zaświadczeniem pozostałe są nieczytelne oraz że dokumentacja jest niekompletna.
Podkreślam – pięć zaświadczeń zostało wysłanych. O dwóch brakujących informowaliśmy wcześniej i zadeklarowaliśmy ich dosłanie w określonym terminie.
ŁW: Czy podjął Pan jeszcze próbę rozmowy?
PP: Tak. Zadzwoniłem do Prezes ENEA Piłka Ręczna Poznań. Oddzwoniła po pewnym czasie. W rozmowie usłyszałem, że ENEA Piłka Ręczna Poznań nadal jest gotowa rozważyć zmianę terminu, jednak pod warunkiem opublikowania przeprosin w mediach za – w ich ocenie – wprowadzenie kibiców w błąd.
Odpowiedziałem, że nie ma mowy o przeprosinach, ponieważ nie działaliśmy w złej wierze. Zaproponowałem opublikowanie sprostowania, aby uporządkować komunikację. Usłyszałem, że otrzymam telefon w tej sprawie w ciągu pół godziny. Do dziś ten telefon nie nastąpił.
ŁW: Jak zakończyła się ta historia?
PP: Ostatecznie decyzję podjęły same zawodniczki. Pomimo infekcji powiedziały, że chcą jechać i grać. Alternatywą było niepojawienie się na meczu, wyjazd ośmioma zawodniczkami.
Przed spotkaniem zajmowaliśmy pierwsze miejsce w Lidze Centralnej Kobiet, a ENEA Piłka Ręczna Poznań była czwarta. Przegrana lub walkower znacząco skomplikowałyby naszą sytuację w walce o awans do Superligi.
Pojechaliśmy do Poznania w pełnym, 15-osobowym składzie, jednak część zawodniczek była w trakcie infekcji i wracała do zdrowia. Po bardzo zaciętym meczu wygraliśmy.
ŁW: Czym dla Pana jest fair play?
PP: Fair play to coś więcej niż terminarz. To dialog. To zrozumienie wyjątkowych sytuacji. To szacunek dla zdrowia zawodniczek i dla pracy obu stron. My podjęliśmy rozmowy, przedstawiliśmy dokumenty i zaproponowaliśmy rozwiązania. Gdy nie było już przestrzeni na porozumienie – odpowiedzieliśmy na boisku.
I tam, moim zdaniem, wszystko zostało powiedziane.
ŁW: Czy ta sytuacja wpłynęła na Pana relacje z ENEA Piłka Ręczna Poznań?
PP: Nie ukrywam, że jest mi zwyczajnie przykro. W sporcie na tym poziomie musimy na siebie liczyć. Liga to nie tylko rywalizacja, ale też współpraca organizacyjna między klubami. Jeśli zabraknie wzajemnego zaufania i gotowości do rozmowy, wszystkim będzie trudniej funkcjonować.
Przez ostatnie dwa lata dwukrotnie podszedłem elastycznie do prośby Klubu ENEA Piłka Ręczna Poznań, wychodząc naprzeciw ich propozycjom. Dlatego tym bardziej liczyłem na podobne podejście.